Leżę z nogami do góry, z przyjemnością stosując się do zaleceń mojej akupunkturzystki / fizjoterapeutki. Trafiłam do Eli jakieś 9 miesięcy temu, z kontuzją pleców (która szybko minęła) i zostałam na dłużej.
To druga wspaniała kobieta, obok mojej terapeutki, która bardzo mi pomogła.
Co miesięczne, regularne wizyty, z intencją uspokojenia systemu nerwowego, przyniosły wspaniałe rezultaty.
Kiedy 4 lata temu zaczęłam zgłębiać co jest nie tak, dlaczego zaliczam regularne dołki, to pierwsze co zidentyfikowałam, to fakt że jestem w ciągłym napięciu, poziom lęku mam wystrzelony w kosmos, a gonitwa myśli, ciągły ich niewspierający szum, regularnie ściąga mnie w dół.
To było nie do opanowania i przyczyniło się do głębokiego kryzysu dwa lata później.
Kilka dni temu, po trudnych dwóch tygodniach, obudziłam się z tą wibrującą kulą w brzuchu powodującą ścisk. Teraz należy to do rzadkich wyjątków, ale zdałam sobie sprawę, że przez lata budziłam się z tym codziennie.
Widzę zmianę kolosalną. Mój krótki lont istotnie się wydłużył, w głowie zapanowała cisza, a jeśli myśli startują, zwykle potrafię je w porę zatrzymać, bo dostrzegam że się rozpędzają. Czuję jakiś taki bufor bezpieczeństwa względem świata, tak jakbym miała na sobie miękkie poduszki, które chronią od szturchania z zewnątrz.
Może w końcu zbuduję poczucie bezpieczeństwa i spokój?
Terapia jest dla mnie ważna, ale akupunkturowa praca z ciałem okazała się równie istotna.
W jaki sposób radzisz sobie z napięciem?