O fotografii, kreacji i sztucznej inteligencji.

Co jakiś czas ktoś mnie pyta mnie co myślę o coraz powszechniejszym generowaniu obrazów w AI i czy obawiam się przez to wyparcia z rynku zawodu fotografa.

Dla mnie tworzenie, kreacja, przekładanie na obraz, a w ostatnim czasie również na słowa, moich myśli, inspiracji, emocji, są nieodłącznym elementem mojego życia.

Niejednokrotnie przekonywałam się, że to co tworzę z głębin mojego brzucha, jest mi potrzebne do przetwarzania rzeczywistości i radzenia sobie z nią. Wiem również, że moje działania mają moc wpływania na innych.

Moja „przygoda” z wypaleniem zawodowym (a tak naprawdę ogólnożyciowym) uzmysłowiła mi, że mam lekkość w pisaniu i robię to dobrze. Zaczęło się od pisania tak zwanego intuicyjnego, które służyło do zrzucenia myśli i emocji. Robiłam to regularnie przed dwa lata, codziennie. Kiedy prawie dwa lata temu napięcie sięgnęło zenitu i sytuacja stała się kryzysowa, zamieniłam pisanie intuicyjne na zupełnie świadome – ze strukturą, konkretnymi wątkami, i mimo że nadal swobodnie szłam za swoimi myślami, to jednak zaczęłam układać je w pełnoprawny tekst.

Praca nad tekstem mnie fascynuje. Kiedy pisałam artykuły o wypaleniu (nadal dostępne na moim blogu w kategorii „wypalenie na freelansie”), to właśnie ważenie, dobieranie, analiza słów pozwoliła mi precyzyjnie wyrazić to, co czuję. Nie mam wątpliwości, że było to działanie autoterapeutyczne.
I chyba nie muszę dodawać, że otrzymanie gotowego tekstu na ten temat, nic by do mojego życia nie wniosło.

Ale wracając do fotografii. Pamiętam kiedy w trakcie terapii nastąpił ważny, ale bolesny moment pewnego bardzo osobistego odkrycia – to właśnie fotografia pozwoliła mi zmaterializować moje emocje.
Wracając do domu od mojej terapeutki doznałam niesamowitego przeżycia. Rejestrowałam jak w mojej wyobraźni układają się obrazy, jak czucie zmienia się w konkretną wizualizację. W przeciągu następnych tygodni powstał cykl fotografii pt. Szelest, dokładnie na podstawie tego co zobaczyłam wtedy w mojej głowie.
W tym wypadku mniej interesują mnie walory artystyczne tej serii (choć myślę, że jest niezły), dużo bardziej fakt, że byłam w stanie, dzięki kreacji przetworzyć te przeżycia.

 

SZELEST drzewa

Fotografia z cyklu SZELEST.

 

I to jest właśnie sedno. Człowiek jest istotą kreatywną, istotą która nieustannie tworzy. To proces, który wpływa na nasz rozwój, na możliwość przetwarzania tego co w nas. Pomaga w komunikowaniu się, a czasem wręcz jest jedyną możliwą formą uzewnętrznienia naszych emocji oraz wejścia w relację.
I nie ma tu znaczenia czy ktoś robi na drutach, maluje czy tańczy. Liczy się ekspresja.

Czy to wszystko da mi AI? Nie, nie da. Bo mi nie chodzi o to, by mieć obrazek czy tekst na już. Mnie chodzi o to, by go tworzyć, krok po kroku. Czyli chodzi o drogę, nie tylko o cel.
W tworzeniu jeszcze jedna rzecz jest istotna – ruch. Wprawiam ciało w ruch, wchodzę w interakcję z miejscem, człowiekiem, nawiązuję relacje. Tym bardziej to doceniam, im częściej spędzam czas przy komputerze. Ciało człowieka zostało zbudowane do ruchu, nie do życia bez niego.

I odpowiadając na pytanie przytoczone na początku tekstu:
zapewne są dziedziny fotografii, w których człowiek z aparatem fotograficznym nie będzie potrzebny. I to się już wydarzało w przeszłości – na przykład duże firmy meblarskie zastępowały fotografów wnętrz renderami 3D. O ile się nie mylę – na przykład IKEA.
Ale tam gdzie chodzi o doświadczanie, przeżycie, rozmowę, uwagę, odczuwanie, bycie obecną/ym – fotograf nadal będzie potrzebny.

Przyglądam się czasom cyfrowym i obserwuję coraz więcej inicjatyw, które mają na celu powrót do bycia ze sobą na żywo, w świecie realnym. Człowiek nadal jest zwierzęciem stadnym, relacyjnym, potrzebującym drugiego człowieka, by regulować swoje emocje.
Naturalną potrzebę równowagi, balansu dostrzegam również w kontekście świata wirtualnego. Czym więcej algorytmów dyktujących nam co mamy oglądać i słuchać, czym więcej sztuczności w obrazach udających rzeczywistość, czym więcej izolacji wynikającej z przebywania przed ekranem, tym więcej działań, które mają na celu integrację, żywą relację, wspólne działanie, przeżywanie i doświadczanie.

Proces kreacji bywa trudny, wymagający, długotrwały. Ale przynosi poczucie spełnienia, satysfakcji, przyjemności, umożliwia wyrażanie naszej indywidualności, może nadawać sens życiu. To ważny element człowieczeństwa.
Świat fotografii, po raz kolejny, się zmienia, a fotografom każe podążać za tymi zmianami. I może paradoksalnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, czuję fotografię przede wszystkim jako patrzenie i widzenie, odczuwanie i przeżywanie, coraz mniej interesuje mnie masowość, szybkość, sztuczność. I jeśli przez to pozostanę w niszy, zamierzam się w niej rozgościć.

 

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments