Obiektyw a paragraf – o ochronie praw autorskich w fotografii. Rozmowa z dr. adwokatem Bartoszem Pudo.

Zapraszam cię do zapoznania się z rozmową, którą przeprowadziłam z dr. adwokatem Bartoszem Pudo, zajmującym się prawem autorskim i ochroną danych osobowych.
Poruszamy w niej fundamenty prawa autorskiego, bo jak pokazują moje obserwacje, osoby fotografujące miewają z tą dziedziną spory kłopot.
Żeby zadbać o swoje prawa, warto mieć przynajmniej podstawową orientację w absolutnie kluczowych pojęciach i terminach. I nie jest tu ważne, czy jesteś zawodowcem, czy amatorem. Z całego serca zachęcam do podpisywania umów – ale takich, które przygotowane są na miarę twoich potrzeb. Warto korzystać z doradztwa prawników specjalizujących się w prawie autorskim.

Katowice Śląsk fotografia wizerunkowa biznesowa Studio Portretowe Joanna Nowicka marka osobista sesje fotograficzne blog Bartosz Pudo adwokat

Joanna Nowicka – Cieszę się, że zgodziłeś się na naszą rozmowę. Poznaliśmy się przy okazji sesji portretowej, którą dla Ciebie realizowałam, ale przyczynkiem do tej rozmowy było pewne zdarzenie.
Jakiś czas temu zostałam zaproszona do bycia częścią jury w konkursie fotograficznym. Zapoznałam się więc z niniejszym konkursem ogłoszonym na stronie organizatora, zerknęłam również do regulaminu dla uczestników.
Były tam zapisy, które uważam za krzywdzące w stosunku do biorących udział w konkursie i wyglądało to tak, jakby firma poprzez ten konkurs, chciała uzyskać obfitą bazę zdjęciową swoich obiektów, za darmo.
W regulaminie widniał zapis, że samo wysłanie i zgłoszenie swoich prac jest zgodą na przeniesienie autorskich praw majątkowych do zgłoszonych fotografii. Oraz dodatkowo zapis, że na żądanie organizatora, uczestnik musi podpisać przeniesienie autorskich praw majątkowych na rzecz organizatora.
Było tam jeszcze kilka nieścisłości, na które sam też zwróciłeś uwagę – pomieszanie pojęć licencji ze sprzedażą praw majątkowych.
Zgłosiłam swoje wątpliwości pani, która mnie zaprosiła do tego jury. W odpowiedzi usłyszałam, że regulamin przygotowywał prawnik i raczej jest wszystko w porządku.
Mój wniosek był jasny. Prawnik zabezpieczał interesy organizatora, nie dbając zupełnie o uczestników konkursu. Nigdy nie wzięłabym udziału w konkursie z takimi zapisami. Uważam, że jest to po prostu nie w porządku. Nie mogłam więc zgodzić się na uczestnictwo w gronie jury. Regulaminu nie można już było zmienić, był opublikowany. Odmówiłam.
Pominę fakt, że uczestnictwo w jury miało być darmowe, a posiedzenie organizowane w godzinach pracy, ale to już temat na inną rozmowę.
Wracając do prawa autorskiego w dziedzinie fotografii. Zacznijmy od podstawowych pojęć.

Bartosz Pudo – Przez wiele lat nie traktowano fotografii i jej rezultatów jako pracy twórczej. Bo skoro fotografia odwzorowuje rzeczywistość, to co tu chronić. Dzisiaj już dobrze wiemy, że to podejście było błędne. Pełną ochronę w zakresie prawa autorskiego mamy dopiero od czasów wprowadzenia obecnej ustawy, czyli od 1994 roku.
Poprzednie regulacje zawierały formułę warunkowego przyznania ochrony fotografii, a tym warunkiem musiała być ta pierwsza odbitka, oryginał opieczętowany z zastrzeżeniem prawa autorskiego. Na przykład fotografie robione w zakładzie fotograficznym z pieczęcią tegoż zakładu. Dzisiaj to już nie funkcjonuje.

JN – A czy można zaliczyć do takiej współczesnej „pieczęci” informacje zawarte w tzw. file info pliku? Wywodzę się z fotografii prasowej, gdzie zawsze uzupełnialiśmy plik zdjęciowy o informacje co jest na zdjęciu, gdzie zostało zrobione i kiedy, ale też o to kto jest autorem zdjęcia oraz na co ewentualnie się nie zgadzamy, w kontekście późniejszej dystrybucji zdjęcia przez agencje fotograficzne.

BP – Dzisiaj to chyba bardziej element warsztatu, który oczywiście może być istotny. Może identyfikować do kogo należą prawa autorskie osobiste i majątkowe. I na pewno pomaga to też określić warunki licencji udostępniania zdjęcia, np. w jakim kontekście można zdjęcia publikować, a w jakim nie.

JN – Ok. To przywołajmy pojęcie autorskich praw osobistych. Czym są?

BP – To moje ulubione zagadnienie, prawa autorskie osobiste były przedmiotem mojego doktoratu.

JN – Bardzo proszę zatem o skondensowanie tej wiedzy i przełożenie jej na kilka kluczowych zdań 🙂

BP – Tak, spróbuję 🙂 W naszym polskim modelu mamy jasny, klarowny i dość mocny podział na autorskie prawa osobiste i autorskie prawa majątkowe. To są dwie różne kategorie praw.
Autorskie prawa osobiste chronią nie podlegającą zrzeczeniu się i zbyciu więź twórcy z utworem.

JN – Czyli skoro jestem autorką zdjęcia to mam niezbywalne prawo do podpisywania go swoim imieniem i nazwiskiem, czy w jakikolwiek inny sposób, na przykład pseudonimem?

BP – Tak, to jest jedna z emanacji więzi twórcy z utworem. Ja tą więź rozumiem jako chroniony prawem fakt stworzenia przez konkretnego twórcę, konkretnego utworu, o określonej treści, wymowie itd. I te prawa nie podlegają zbyciu.
Prawo do autorstwa utworu oznacza, że autor może się podpisać pod swoim utworem i nikt inny, kto nie jest autorem tego utworu, nie może się pod nim podpisywać.

JN – Obserwuję, szczególnie w mediach internetowych publikacje, gdzie pod zdjęciem widnieje podpis na przykład fot. archiwum, albo fot. materiały prasowe.

BP – Na pewno wchodzimy w sferę potencjalnego naruszenia prawa do autorstwa utworu. Czy utwór ma być podpisany imieniem i nazwiskiem twórcy, czy pseudonimem, czy anonimowo – bo decyzja o anonimowym rozpowszechnieniu utworu jest formą wykonywania autorskich praw osobistych – zawsze powinna to być decyzja twórcy.

JN – Zaryzykuję twierdzenie, że w takich przypadkach raczej mamy do czynienia z zaniedbaniem po stronie publikującego, a nie z wolą twórcy.

BP – Tak najczęściej jest. I można tu się zastanowić nad dochodzeniem swoich praw. Problem polega też na tym, że w ostatnich latach tendencja jest taka, by te osobiste prawa marginalizować, to skutek praktyki obrotu takimi utworami jak fotografia.

JN – Odniosę się do moich doświadczeń. Kiedy moi biznesowi klienci publikują portrety w prasie, książkach, innych publikacjach drukowanych czy artykułach cyfrowych, to jest to miejsce gdzie powinni mnie podpisywać. Wiem natomiast, że podpisy bardzo rzadko funkcjonują na przykład na stronach internetowych, w grafikach publikowanych w mediach społecznościowych, czy na billboardach. Potrafię zrozumieć z czego to wynika. Takie przetworzone, komercyjne zastosowania, gdzie końcowy obraz mocno różni się od wyjściowego zdjęcia, może być nie podpisany, nie mam z tym problemu (w tym miejscu zwracam jedynie uwagę, że oznaczanie w mediach społecznościowych autorów, na pewno zwiększa jego zasięgi, więc może jednak warto).
Inaczej jednak traktuję moje projekty autorskie. Nie zgadzam się na ingerowanie w te zdjęcia, w jakikolwiek sposób ich przetwarzanie bez porozumienia ze mną i zawsze muszą być podpisane.
Czy w takim razie zawierając umowę można określić w jakich typach publikacji absolutnie zdjęcia powinny być podpisane, a w jakich twórca z tego zrezygnuje?

BP – Uważam, że tak. Warto to określać.
Czyli podsumowując, autorskie prawa osobiste są: prawem do autorstwa utworu, prawem do jego oznaczania swoim imieniem i nazwiskiem bądź pseudonimem lub decyzją o publikacjach anonimowo. Są też prawem do integralności utworu, czyli czy zgadzamy się na wprowadzanie zmian w treść i formę lub chcemy zachować nienaruszalność utworu. Są również prawem do rzetelnego korzystania z utworu, czyli np. zdjęcie nie zostanie wykorzystane w ramach zupełnie innego kontekstu, wpływając tym samym na zmianę w odbiorze treści zdjęcia. Oraz są też prawem do pierwszej publikacji.

JN – A czy prawo do integralności utworu to to samo co prawo zależne?

BP – Nie. Na przykład przycięcie zdjęcia, czy nałożenie instagramowego filtra, będzie wejściem w prawo integralności utworu. Prawo zależne to opracowanie utworu w taki sposób, że tworzy się zupełnie nowy utwór. Na przykład zrobienie z fotografii kolażu lub grafiki, czyli uczynienie ze zdjęcia, po przetworzeniu, elementu większej całości lub inna forma jego twórczego przekształcenia.

Bartosz Pudo adwokat Studio Portretowe Katowice Joanna Nowicka

JN – To przejdźmy do autorskich praw majątkowych.

BP – Jest to m.in. prawo do pobierania wynagrodzenia z tytułu korzystania z utworu.

JN – Na wstępie mała dygresja. Kiedy jestem pytana o możliwość przekazania autorskich praw majątkowych, to często ludzie stosują taki skrót – jak mniemam myślowy – „przejęcie praw autorskich”. Czyli ten zwrot jest co najmniej nieprecyzyjny?

BP – Tak, też się z tym spotykam, również w umowach pisanych i redagowanych przez profesjonalnych pełnomocników. Zaliczyłbym to sformułowanie jednak do błędu, który nie powinien się pojawiać. Prawidłowo to brzmi „autorskie prawa majątkowe”. Dziedzina prawa autorskiego jest dość niszowa, ale jej świadomość na szczęście wzrasta.

JN – To jeszcze jedna dygresja z mojego życia zawodowego. Pracowałam niedawno dla pewnego wydawnictwa książkowego, robiłam serię portretów autora. Ustaliliśmy warunki umowy, wydawnictwo podpisało i odesłało mi jeden egzemplarz. Myślałam, że to pomyłka, jeden powinnam była zostawić sobie, drugi podpisany odesłać. Okazało się, że nie. Poinformowano mnie, że wydawnictwo potrzebuje umowę tylko wtedy, kiedy jest ona jedynym dokumentem finansowego rozliczenia. A ja wystawiam fakturę i to wystarczy. No tylko, że na fakturze nie ma ustaleń odnośnie prawa autorskiego, na przykład warunków licencyjnych odnoszących się do pól eksploatacji zdjęć. Przyznam, że byłam zdziwiona. Moje pytanie o kwestie licencyjne trafiło w próżnię.

BP – A to naprawdę dziwne, zwłaszcza w kontekście profilu tej firmy, wydawnictwo jednak ma na co dzień do czynienia z prawem autorskim. Widocznie kto inny zajmuje się sesjami zdjęciowymi, a kto inny wydawaniem książek. Te dwa obszary się nie spotkały. No trudno tu zgadnąć przyczynę, a przecież kwestie licencyjne w tym wypadku są bardzo ważne. Zapłacili za sesję zdjęciową, ale w zasadzie mogą nie wiedzieć w jaki sposób są uprawnieni do korzystania ze zdjęć. A zapłacenie za sesję, nie jest równoznaczne przecież z możliwością wykorzystania zdjęć zawsze i wszędzie. To nie jest tak, że zapłaciłem i to jest moje i mogę z tym za co zapłaciłem zrobić wszystko. Ustalenia licencyjne w zakresie tych praw są bardzo ważne.
Dzisiaj poruszamy się w cyfrowym świecie, ale dobrym przykładem będzie tu – żeby łatwiej to zobrazować – sytuacja, w której idę do księgarni i kupuję książkę. To że kupiłem egzemplarz książki nie oznacza, że mogę ją skopiować i wydać.

JN – No tak, przykład książki jest jasny i klarowny, a w świecie fotografii nie jest to takie zrozumiałe. Przyznaję, że klienci nie zawsze rozumieją te kwestie, więc tym bardziej zależy mi, by moja umowa, którą proponuję klientom była jasna, klarowna, bez prawniczego żargonu, napisana zrozumiale, prostym językiem.

BPWarto zawierać umowy, naprawdę. Tym bardziej, że nie każdy wie, że udzielenie licencji wyłącznej albo sprzedaż praw majątkowych, wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności. To musi być na piśmie, na papierze, nie skan przesłany mailem, ewentualnie może być kwalifikowany podpis elektroniczny. To wymóg, inaczej nie ma przeniesienia praw. Zbicie piątki nie wystarczy.

JN – Podpisuję umowy, one zawsze zawierają kwestie licencyjne, czyli w jakich obszarach klient będzie korzystał z fotografii. Dodam, że ten zakres jest u mnie dość szeroki, ma zabezpieczyć potrzeby klienta w działaniach zawodowych informacyjnych, wizerunkowych, marketingowych, sprzedażowych. Chcę żeby klient korzystał ze zdjęć, by mu się przysłużyły, więc nie ograniczam licencji np. tylko do działań w sieci. Oferuję raczej więcej niż mniej, w regularnej cenie, stosując oczywiście kilka wyłączeń, ale wybiegają one poza obszar standardowego pojęcia działań wizerunkowych. Natomiast co do zasady nie sprzedaję praw majątkowych.
W przypadku portretowania, w umowie zawsze też zawieramy informację czy mogę korzystać z portretów w swoim portfolio. Częstą praktyką jest, że w większych korporacjach czy spółkach skarbu państwa takiej zgody nie dostaję. I oczywiście akceptuję taką sytuację. Ale ona bywa też argumentem do tego bym przeniosła prawa majątkowe na klienta, bo „i tak z tych zdjęć nie będę korzystać”. A to przecież zupełnie co innego, ja nie będę z nich korzystać, ale to nie oznacza, że klient może zrobić z nimi wszystko.
Co ciekawe, klienci chcący przejąć prawa majątkowe mówią właśnie o ich „przeniesieniu”, a nie „zakupie”.

BP – Tak, cennik może tu się różnić. Inaczej będzie w przypadku zakupu licencji na dany obszar wykorzystania fotografii, na określony czas, a inaczej przy kupnie pełnych praw majątkowych. Istotą autorskich praw majątkowych są właśnie pola eksploatacji i czerpanie korzyści finansowych z utworu. To ma wymiar biznesowy.
Można kupić licencję na przykład na rok, czy pięć lat, albo na czas nieoznaczony (nie „bezterminowo”, tylko nie oznaczyliśmy czasu zakończenia licencji). I na określone pola eksploatacji czyli na przykład tylko do sieci.
Możesz jeszcze określić na przykład, dajmy na to pracując z NGOsem, że zgadzasz się na wykorzystanie fotografii w tzw. szczytnym celu, czyli w ramach działań statutowych, ale nie zgadzasz się na korzystanie z fotografii w ramach działalności gospodarczej tego podmiotu. Takie określenie zakresu wykorzystania też może być. Więc jak widzisz możliwości jest wiele i może to być podstawa do różnic w cenniku.

JN – Często bywa, że klienci robiąc sesję zdjęciową, nie znają wszystkich obszarów wykorzystania zdjęć, one się pojawią wraz z rozwojem. Czyli w tej chwili wiedzą na pewno, że potrzebują portretów na stronę internetową, ale w przyszłości mogą się na przykład pojawić publikacje w pismach branżowych. Więc ja nie ograniczam tej licencji np. tylko do sieci, by mieć kolejny próg ceny obejmującej np. wszelkiego rodzaju druki. Mnie to ułatwia współpracę, wolę w ten sposób, a dla klientów zapewne też jest wygodniej, by mieć od razu w pakiecie różnorodność działań promocyjnych, i w sieci i w druku. To co wyłączam to polityka, czy kampanie reklamowe outdoor, czy właśnie sprzedaż praw majątkowych, czyli na przykład zarabianie na odsprzedaży moich zdjęć.

BP – Ok, to zawsze kwestia ustaleń. Zauważ, że sprzedać autorskie prawa majątkowe można też na wybrane pola eksploatacji, czy na przykład na określone terytorium. Na pewno w umowie trzeba je wyraźnie wymienić – czyli w jakiej formie będą zwielokrotniane i rozpowszechniane. Hasło „wszystkie pola eksploatacji” nie załatwia sprawy. Powinniśmy być szczegółowi. Techniki się zmieniają, technologia nośników się zmienia, więc niewystarczające jest przepisywanie z ustawy tekstu „zwielokrotnianie określoną techniką”. To znaczy jaką? Musimy to dookreślić.

JN – Czyli rozumiem, że niezależnie od tego czy udzielamy licencji, czy sprzedajemy prawa majątkowe, pola eksploatacji zdjęć powinny być wypisane szczegółowo.

BP – Muszą być.

JN – Czyli nazywamy konkretnie, na przykład wykorzystanie na stronie internetowej, w mediach społecznościowych, w publikacji książkowej, itd.

BP – Lepiej nazwać szczegółowo, niż odwołać się do ogólników. Ogólniki nie zabezpieczą przyszłych pól eksploatacji, których ze względu na rozwój technologiczny, w tej chwili możemy nawet jeszcze nie znać, a tym bardziej nazywać. Więc trudno decydować o czymś, czego jeszcze nie znamy.

JN – A poza tym, z mojej praktyki wynika, że jeśli klient ma w umowie te pola rozpisane szczegółowo, językiem prostym, zgodnie z tym jak nazywamy te miejsca publikacji, to jest to dla niego czytelne, jasne, nie wprowadza zamieszania. Dla mnie to ważne, byśmy się z klientem rozumieli.
Ale wracając do autorskich praw majątkowych. Rozumiem, że tym różnią się od udzielenia licencji, że ich sprzedaż oznacza, że nigdy więcej nie mogę z tych fotografii korzystać?

BP – Jeśli sprzedasz prawa majątkowe na przykład do zwielokrotniania ich metodą drukarską, to nie możesz ich sobie potem wydrukować i mieć w swoim portfolio w Studio. No chyba, że do szuflady na pamiątkę, ale przecież nie o to chodzi w budowaniu portfolio. Biznesowo korzystać z nich już nie możesz.

JN – Zilustruję to. Sprzedaję autorskie prawa majątkowe, na wielu znanych mi dzisiaj polach eksploatacji, do zdjęcia budynku. A potem chcę sobie je opublikować w ofercie oraz na swojej stronie internetowej. Mogę czy nie mogę?

BP – Nie możesz. Naruszasz autorskie prawa majątkowe, które przysługują teraz komu innemu.

JN – To wróćmy do wspomnianego konkursu fotograficznego, który był punktem wyjścia do tej rozmowy. Był tam zapis, który mówił o tym, że na żądanie organizatora uczestnik ma podpisać przeniesienie praw majątkowych. I drugi, że samo wysłanie fotografii na ten konkurs jest równoznaczne z przeniesieniem tych praw.

BP – To drugie postanowienie nie wywołuje skutków prawnych, bo stoi w sprzeczności z przepisami prawa autorskiego.

JN – Domniemam, że osoby które wysłały swoje fotografie na ten konkurs nie miały pojęcia jak te zapisy zinterpretować i na co się zgadzają.

BP – Pewnie tak, ale może też były takie osoby, które wiedziały że nie można pozbyć się praw majątkowych, poprzez sam fakt zgłoszenia fotografii do konkursu.

JN – Domyślam się, że raczej ta pierwsza opcja. No dobra, ale mamy teraz sytuację, kiedy organizator przegląda nadesłane fotografie, niektóre nagradza w drodze konkursu, ale bierze też całą masę dobrego materiału, podsuwa uczestnikom do podpisu papier o przeniesieniu praw majątkowych i zasila tym samym, za darmo, swoje archiwa fotografiami do użytku komercyjnego, do których autorzy tracą prawa. Nie wygrali nic w konkursie i nie mają już swoich fotografii. Prawnik zabezpieczył interesy organizatora, pominął interesy uczestników. A wedle mojego uznania, taki konkurs to jednak współpraca, bez nadesłanych prac konkursu by nie było. Czy takie postępowanie jest etyczne?

BP – To nie jest pytanie do prawnika, tylko do etyka (śmiech). Ale jako twórca nie wziąłbym udziału w tym konkursie.
Mniemam, że tam nie było żadnej refleksji, ani partnerskiego podejścia, a może prawnik który to przygotował nie specjalizował się w prawie autorskim. Nie wiem.
Ale wracając do świadomej sprzedaży praw majątkowych – generalnie chciałbym, żeby ten fakt nie wybrzmiał jako coś złego. W pewnych gałęziach biznesu, w reklamie na przykład, to standard. Agencja reklamowa nabywa prawa, bo sama ma taką umowę ze zleceniodawcą. Albo w dużych korporacjach po prostu są takie standardy korporacyjne określone wzorami umów, nawet jeśli nie mają takich potrzeb i tak de facto tych praw nie potrzebują.
Ale nawet sprzedając prawa majątkowe, możemy uzyskać od kupującego licencję zwrotną, niewyłączną, na użytkowanie zdjęcia w swoim portfolio.

JN – Którą właściciel praw może cofnąć?

BP – Tak, może.
Życzę twórcom, by ich renoma i jakość dawała im szerokie pole do negocjacji, zwłaszcza z dużymi graczami. Widzę te sytuacje z obu stron. Moimi klientami są zarówno twórcy, jak i firmy dla których konstruuję umowy nabycia praw majątkowych.

JN – Ok. A czym jest sublicencja?

BPSublicencja to jest taka dalsza licencja. Twórca udziela licencji podmiotowi X, z prawem do udzielenia sublicencji. Czyli podmiot X, może udzielić licencji podmiotowi Y. Na przykład twój klient jest w grupie kapitałowej, zarządza firmą, która jest ściśle powiązana z kilkoma innymi spółkami. I wtedy w punkcie mówiącym o udzieleniu sublicencji wpisujesz firmy należące do danej grupy kapitałowej. To dość częsta opcja z udzielaniem sublicencji.
Ale też, jeśli wczytamy się w regulaminy platform mediów społecznościowych, to zasadniczo tam jest mowa o licencji na wszystko co uploadujesz na ich serwery. Więc teoretycznie też to powinno być ujęte w punkcie o sublicencji, jeśli klient chce opublikować zdjęcie na takiej platformie.

JN – No tak, ale jeśli założę, że moja klientka lub klient działa na wielu polach, w różnych portalach, stronach, mediach, ale przecież za każdym razem reprezentuje swoim portretem siebie i swoją markę czy firmę, to ja to pojmuję jako ciągle tą samą reprezentację.

BP – Tak, można tak do tego podejść. Ważne jest na co się umawiacie z klientem, ustalacie szczegóły. Pracujecie w oparciu o własne potrzeby, określacie je, waszą intencją jest się dogadać.

JN – W taki sposób staram się to robić.
A czy dopuszcza się formę porozumienia z klientem i akceptacji warunków, poprzez sam fakt przystąpienia klienta do współpracy? Klient czyta ofertę, bierze udział w jakiejś akcji, albo zlecenie jest tak małe, że więcej czasu zajęłyby formalności, niż sama współpraca. Czy wystarczy wtedy ustalenie warunków np. za pośrednictwem maila? Tak pamiętam – dla licencji wyłącznej i sprzedaży praw majątkowych konieczna jest umowa.

BPW przypadku licencji niewyłącznej będzie to wystarczające. Trzeba jednak nadal pamiętać o polach eksploatacji.

JN – Zbliżając się do końca, chcę Cię jeszcze zapytać o to, czy w świetle Twojego doświadczenia, uważasz że świadomość swoich praw wśród twórców, artystów jest niska?

BP – Tak, niestety. Mam też wrażenie, że ta dziedzina prawa obrosła stereotypami. Czasem ludzie przywołują jakieś memiczne sytuacje z Internetu, biorąc je za pewnik. Brakuje podstawowej wiedzy.

JN – Szkoda, bo przecież orientacja w tym temacie, chociaż na poziomie podstawowym, może zabezpieczyć finansowe interesy twórcy. Ale rozumiem, że prawniczy żargon może przyprawiać o dreszcze, to zapewne zniechęca do wejścia w ten temat.

BP – Czasem problem w tym, że prawnik uczy prawa autorskiego używając języka skierowanego do prawników, a ma przed sobą laików. Trzeba dostosować sposób komunikacji do odbiorców, umieć opowiedzieć o rzeczach ważnych w zrozumiały i jasny sposób.
Dostrzegam też taki kłopot, że twórcy nie uważają tej dziedziny prawa za „swoją”, mają poczucie że to trochę obok ich działalności – projektowania, fotografowania, tworzenia. A przecież zawsze odnosi się to do tego co tworzą.
Często ludzie korzystają z gotowców z sieci. Niestety nie zawsze one są adekwatne, czasem zawierają błędy. A tu chodzi o bezpieczeństwo prawne. Bywa, że przygotowanie umowy kosztuje więcej, niż współpraca, na potrzeby której się ją przygotowuje, ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ona jest też wzorem umowy na przyszłość, zabezpieczy interesy twórcy na dużo dłużej. Można potem modyfikować niektóre punkty dostosowując ją do konkretnych warunków współpracy. Więc moim zdaniem ta inwestycja się opłaci.
Kultura prawna w naszym kraju jest dość niska, choć ta świadomość na szczęście się zmienia.

JN – Bardzo dziękuję za rozmowę.

marzec 2025

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Bartosz
1 dzień temu

Dzięki za rozmowę! 🙂